Wyszukiwarka:

czwartek, 17 sierpnia 2017

Wychodzi szydło z worka

Kiedy szefowa powiedziała mi, że przydałaby jej się pomarańczowa bransoletka...

a ja po długiej rozłące wzięłam do ręki szydełko, moje nadgarstki przypomniały sobie wszystkie ruchy, i oczywiście nie poprzestałam na jednej bransoletce. Szefowa dostała trzy, a z rozpędu zrobiłam sobie jeszcze naszyjnik.

***

When my boss told me at work that she could use some orange bracelet...

and I took hold of a hook after a longer while of not touching it at all, my wrists suddenly remembered all the moves and I sure didn't stop at just one bracelet. And so my boss got three, and I also made myself a necklace once I was on a roll anyway.






Chciałam Wam jednak pokazać dziś coś jeszcze. Kilka miesięcy temu podjęłam się wyhodowania drzewka z pestki awokado. Czary sprawiły, że - w przeciwieństwie do wszelkich innych roślinek -  moje awokado nie umarło od razu, a nawet z takiego nieśmiałego pyrtka...
***
I also want to show you something else. Several months ago I got around to growing an avocado plant from the seed. Magic - as every single other plant would die on me - made this little fellow survive till now and even, from such an itty bitty stub...


... wyrósł mi w dwa miesiące taki cudny doniosły podrostek, który w końcu zaczyna przypominać drzewko!
***
... grew a glorious plant that starts to resemble a tiny tree!


sobota, 12 sierpnia 2017

SUMMER - kolczyki z pomponikami

PL

Wiecie, kiedy zaczęłam szyć te kolczyki?


W marcu.
Yep.
Prawie 5 miesięcy.
Praca / pasja / pisanie magisterki, a przy tym jeszcze wysypianie się i prowadzenie jakiegokolwiek życia towarzyskiego to dla mnie chyba za wiele na raz.
Jak szyć? 😩

Tak czy siak, poniżej dość zadowalający efekt wiosenno-letnich wieczorów i nocy:

***
EN

Do you know when I started sewing these?


March.
Yep.
Nearly 5 months.
Work / hobby / thesis writing plus getting sleep and having any social life is, I think, a bit too much for me to accomplish at once.
Quoi faire? 😩

Anyways, below you will find a relatively satisfying result of my spring and summer evenings and nights:



*DOSTĘPNE*
*AVAILABLE*

poniedziałek, 22 maja 2017

Się robi

 Czego dawno nie było...

czasu. Na zrobienie czegokolwiek poza tym, co było trzeba do pracy, na studia... cóż, praca, którą się lubi, sama zabiera się o domu, a magisterka, jak się okazuje, sama się nie pisze. Jestem w szoku. Moje koraliki są w rozsypce. Sutasz i jedwabie są wprost rozdarte. Klej jest nieco zmieszany. Labradoryty i agaty po prostu skamieniały. Igły osłupiały, a sznurki płaczą ze mną, pytając: jak szyć?

Nie było również chęci. Wierzcie mi lub nie, ale dopadła mnie energiożercza pozimowa flora: niechcemisie, chandrakony, smutkoty, odchodzęodzmysłonie, wątpliwoły i depresjaki. Po obiedzie o 18, skończeniu (a raczej żałosnej rezygnacji ze) spraw bieżących na studia czy do pracy, patrzyłam na zegarek, na którym była już 22 (w te luźniejsze dni) czy 23 (w te nieco bardziej napięte), i nawet, jeśli którejś radosnej soboty między sprzątaniem a robieniem zakupów na następny tydzień udawało mi się znaleźć te 2-3 godziny dla siebie, wolałam posiedzieć niczym ameba z rozdziawioną głupawo gębą przed ekranem, oglądając śmieszne obrazki, niż zabrać się za tworzenie czegoś, co musiałabym przecież zaraz odłożyć i zerkać na to później co chwila, nie mogąc się skupić. 

Ale i tak się zabrałam.

... a co jest

Jest chyba trochę więcej zapału. Energii. Słońca. To chyba przez tę wiosnę. Może wpływ na to ma fakt, że przeprowadziłam się z mieszkania na 1. do takiego na 7. piętrze (czy powietrze wyżej jest jakieś czystsze?). W każdym razie – wszystko kwitnie, nabiera tempa (ja nie nabieram, ale czuję presję ;-) ), drzewa i krzewy się zielenią, to i u mnie jest zielono.

Kolczyki na życzenie pewnej pięknej rudej pani.




A tutaj mały teaser-trailer: również będzie zielono + pomarańczowo, ale trochę bardziej odważnie! :)